środa, 30 lipca 2014

Specjal na 2,000 : ) ~A1 (i 3,000 i 4,000... XD)

Wstęp: Witajcie! Postaram się napisać ten one-shot najlepiej jak potrafię, będzie on raczej zabawny.

1 ciekawostka: Uwielbiam gry od Freebird Games
2 ciekawostka: Jestem osobą nerwową i szybko wpadającą w szał, więc Szoko ma ze mną słabo : / XD
3 ciekawostka *Oczywiście od Szokzika*: Ciastko smażyła jajka na brudnej patelni i potem zrozumiała, że jest brudna, bo jej brat nie umie pomywać. Zaczęła to jeść i się zrzygała, odłożyła to na stół. Brat wrócił do domu i to zjadł i on także się zrzygał. 


Levi wpadł rozwścieczony do domu Erena, choć było widać, że jedno nie właściwe słowo może doprowadzić go do płaczu.

-Pukać nie umiesz?- Eren ubrany był w coś podobnego do fartuszka, *oczywiście pod spodem miał normalne ubrania* ponieważ gotował jakieś danie.
-Eren!- Levi walnął pięścią w ścianę.- Petra... Petra...- Levi nie potrafił tego powiedzieć.- ONA NIE ŻYJE!- Levi osunął się na podłogę.
Otóż Petra była żoną Leviego. Od miesiąca była posiadaczką jednej z poważniejszych chorób. Dzisiaj pewnie lekarze nie byli w stanie jej pomóc.
-Tak mi przykro...- Eren rozwiązał fartuszek, położył go na blacie kuchennym i podszedł do Leviego.
-Nie! Nie prawda! Wcale nie jest Ci przykro!- Levi jeszcze kilka razy walnął w ścianę, a Eren o mało nie krzyknął, że niszczy mu coś co pomalował kilka dni temu.
Prawda - Erenowi wcale nie było przykro. Nigdy szczególnie nie lubił Petry, do tego kiedyś gdy Levi i Eren wspólnie prowadzili sklep, byli razem w dosyć bliskich kontaktach Eren wyznał miłość Leviemu, toteż ten rozwiązał interes i na jakiś czas oddalili się od siebie.
-Daj mi jakiś alkohol... Szybko.- Eren nie należał do osób, które piją i dlatego nie miał co podać swojemu niespodziewanemu gościowi.
-Wybacz, nie mam tu żadnych trunków od... Zawsze.- Większość w tym fragmencie mogła się zdziwić, ale Eren nie dawno się przeprowadzał stąd też fragment o malowaniu ściany.
-Ubierz się, idziemy na miasto. Muszę się schlać aby Ci coś powiedzieć.- Levi już wyglądał jakby był upity.
-Alee.... Jest już późnoO!- Levi pociągnął Erena, a ten omal się nie wywalił.

-Levi... Mam dużo do roboty, nie wykończyłem jeszcze wszystkich pokoi, a także...- Levi przerwał Erenowi zakrywając mu usta ręką, oczywiście o mało nie wybijając mu przy tym zębów.
-Idziemy.- Levi miał zdanie Erena w głębokim poważaniu i postanowił, że to on przejmie dowodzenie. Czyli jak zwykle.

-Eh... Pójdę się przebrać.- Eren westchnął. Zrozumiał, że z Levim nie da się dogadać i właściwie miał ochotę aby się przewietrzyć.
Eren lekko się wlókł, był zmęczony po długim dniu pracy. Cały dzień Eren robił porządki, ustawiał meble i zamawiał je przez internet. Do tego malował kilka ścian i miał z tym najwięcej problemów.

Gdy Eren wreszcie był gotowy podszedł go prawie śpiącego mężczyzny. Postanowił, że naskoczy na niego i krzyknie mu do ucha "buu". Levi zawsze o krok szybszy od każdego, z głową dalej wiszącą złapał Erena za rękę i powiedział:
-Lepiej wyjdź za drzwi, bo umrzzz...- Levi zająknął się.- Bo zrobię Ci coś nieprzyjemnego.
-Nieprzyjemnego dla Ciebie czy dla mnie?- Zażartował homoseksualista.
-Nie żyjesz.- Eren wybiegł z domu, a za nim rzucił się Levi, ale po alkoholu biegnąc wyglądał "jak pszczoła z niedorozwojem" *TO SZOKO XD*.

Eren zamknął dom i kierował się z Levim w stronę miasta. Eren wiedział co robi wybierając dom w takiej okolicy. Miał blisko do miasta, szkoły, plaży czy siłowni dlatego też cena była kuriozalna.
Eren i Levi podczas kilko minutowej rozmowy potrafili pokłócić się z 15 razy o jakieś bzdety. Tak też było przy tym spacerze.
-Poczekaj chwilę.- Eren stanął na pustym chodniku.- Zdejmę bluzę.- Tamtejsza noc była bardzo ciepła, bez chmurna z resztą jak całe lato. Księżyc (w pełni) oświetlał miasto lepiej niż lampy uliczne, które i tak nie były w dobrym stanie, lecz przez swój wiek nadawały temu miejscu urok. 

-Poczekam tu. Idź.- Levi rozkazał Erenowi.
I tak ledwo trzymał się na nogach, a przynajmniej sprawiał takie wrażenie. Eren wszedł do sklepu i ściągnął z półki sklepowej pięciopak piw *i ta rozkmina z Szoko czy pisze się piw czy piwa czy jak tam inaczej :c XDD*. Oczywiście nie zamierzał nic pić. 

-Dobry wieczór Eren!- Powiedziała do Erena znajoma pani ekspedientka, była przemiłą staruszką, która kochała rozpieszczać ludzi młodszych od siebie. Nawet o rok. Miesiąc. Tydzień. Dzień. Minute. Nieważne.
-A pani dalej w sklepie! Przemęczają panią.- Eren bardzo ją polubił.
-A tam nie przejmuj się mną cukiereczku!- Staruszka uśmiechnęła się.- Ja tu dbam o Twoje zdrowie dlatego też nie podoba mi się co kupujesz.-
-Oh niech pani się o mnie nie martwi! To dla... k o l e g i,- Eren bardzo podkreślił to słowo.- stoi przed sklepem. Niestety zmarła mu żona, próbuje mi o tym opowiedzieć, ale nie da rady na trzeźwo.- Levi stał przed sklepem, lecz wszystko słyszał przez uchylone okienko i o mało nie wszedł do środka i nie zrobił niczego Erenowi.
-Ooo... Rozumiem. Przykra sprawa.- Levi myślał, że zaraz go coś trafi, myślał, że czeka już kilka godzin.- Więc to będzie pięć złotych i dziewięćdziesiąt dziewięć groszy.- Tym razem mężczyzna przed sklepem odetchnął słysząc te słowa. Miał zamiar powiedzieć Erenowi, że zachowuje się jak starsza kobieta czy sąsiadka (stoją przed oknem cały dzień i myślą jak to zniszczyć dzień swoim sąsiadom do tego obgadują wszystkich jak leci : ) XD)

-Jakoś tanio?- Eren się zdziwił, a Levi przestał wierzyć w ludzkość.
-Ach tak, wprowadzono co tygodniowe promocje na wybrane artykuły!- Staruszka była uprzejma, miła i zawsze miała uśmiech na twarzy.

-To świetnie!- Eren odwzajemnił uśmiech.
Nagle w sklepie rozbrzmiał dzwonek Erena.
-Kto dzwoni o tej porze?- Eren pomyślał na głos.
Oczywiście Levi już nie wytrzymał i musiał zadzwonić.
-Rusz się, jak wyjdziesz to się policzymy.- Eren dopiero zauważył uchylone okno. Poczerwieniał na twarzy i szybko się rozłączył.
-Poganiają mnie już, do widzenia proszę pani!- Eren wziął pięciopak z kasy.
-Żegnaj Eren!- Eren oczywiście nie chciał aby Levi na niego czekał, ale było mu przykro, że starsza pani musi siedzieć w opustoszałym sklepie jeszcze długi czas. Trochę też się o nią bał.
-Ma pani wolny czas w tygodniu? Chętnie się do pani wybiorę!-Levi miał ochotę walnąć głową o mur. Tylko, że nie swoją, a Erena.
-Przedyskutujemy to jutro, a teraz zmykaj kochaneczku, bo na ciebie czekają!-
-Miłego wieczoru!- 

Eren przekroczył drzwi sklepowe, a Levi się na niego rzucił.
-Dobrze, że chociaż nie zapomniałeś piwa idioto!- Levi i tak nie miał siły na walki więc od razu z niego zszedł, a raczej Eren go odepchnął. Właściwie to Eren stał, a Levi był tak bezsilny, że upadł.
-Miło poczuć się silniejszym.- Eren uśmiechnął się *XD*.
-Zabije.


-Dobra, trzymaj.- Eren podał Leviemu piwo.
-Sam nie będę pić.
-To nie pij. Kto Ci powiedział, że musisz.- Eren widocznie prowokował Leviego, korzystał póki mężczyzna był bezbronny.
-Czyli nie chcesz wiedzieć nic o Petrze, hmm??- W tym momencie Eren pomyślał "Chce wiedzieć jak cierpiała".
-Chcę.
-To leć po piwo.
-Hmmm??
-Myślisz, że...- Levi przerwał.- Mniejsza o to. Nie wracaj tam.-
-Czyli?
-Idziemy do innego sklepu kup jeszcze pięć.
-Ehh...
-Co wzdychasz? Dla Ciebie będą dwa czy trzy.
-Ile Ty zamierzasz wypić!- Eren nie przepadał za ludźmi, którzy lubili się upijać, a Levi od choroby Petry zaczął robić to coraz to częściej i częściej.
-To tylko piwa. Chodźmy do tamtego!- Levi wskazał palcem sklep, w którym Eren nie lubił przebywać. Sprzedawcy byli bardzo nie mili, zawsze chodzili tam ludzie, którzy w innych sklepach przezywani byliby od zwrotów typu "Morderca! Pedofil! Gwałciciel!".
-To nie najlepszy pomysł. Chodźmy do następnego.- Eren nie ukrywał, że trochę się boi wejść do tego sklepu.

-Ale następny jest za... długo.- Levi zauważył, że Eren po prostu się boi.- Eh... Ja tam wejdę.- Levi chciał pokazać, że jest lepszy i zaczął iść w kierunku sklepu.
-Raczej się wywalisz.- Eren zagrodził mu drogę.- Idziemy do kolejnego.
-Puść mnie.- Eren ciągnął Leviego z całej siły.- I tak nic nie zdziałasz.- Eren go puścił i oddalił się od sklepu o dziesięć metrów.
Sklep był ohydny. Na ścianach była ciemna, pozdrapywana już tapeta. Lada sklepowa była porysowana, miała gdzie nie gdzie wgniecenia. Podłoga była brudna, chyba kiedyś były to jasne płytki. Za ladą stał wysoki człowiek, bardzo umięśniony.
-Pięć piw.- Sprzedawca poczuł się w jakiś sposób urażony.
-Nie mamy już piwa. Za to mogę panu zasugerować nieco mocniejszy specyfik.- Sprzedawca wyjął trunek spod lady.

-Ile płacę?
-Oh nic, niech pan podaruje to jako prezent od sklepu.- Po tych słowach Levi opuścił sklep i udał się do Erena.

-A widzisz mówiłem, że nie jest strasznie! Dostałem to za darmo!- Levi wskazał palcem na alkoholo-podobne-coś widocznie z siebie dumny.
-Wyrzuć to.-Eren próbował wyrwać Leviemu "to coś" z ręki.
-Bierzemy to do Ciebie!

-Super.

Kilkanaście kroków później

-Pójdę po te piwa, nie zamierzam tego pić.- Eren spojrzał na dziwny napój.
-Wszystko zamknięte, 24-godzinne są jakieś kilkanaście kilometrów stąd!
-Eh... Za rogiem już jest mój dom.
-To dobrze.- Levi ledwo trzymał się na nogach.
Eren wyjął kluczę od domu z kieszonki od spodni. Szybko otworzył zamki i wpuścił Leviego do środka. Dopiero teraz Levi przyjrzał się domu Erena. Był bardzo ładny, jasny i schludny. Miał trzy piętra. Do środka wchodziło się przez kuchnie z widokiem na jadalnie i salon. Wszystko było świetnie przemyślane i... na pewno bardzo kosztowne. Kuchnia była w kolorze oliwkowym, wspaniale komponowała się z jasnymi kafelkami. Była ona urządzona bardzo nowocześnie. Jadalnia była pomalowana dokładnie w takim samym kolorze jak kuchnia. Stół był zrobiony z jasnej brzozy, podobnie wszystkie inne meble w tym pokoju. I wreszcie salon. Wyglądał on niezwykle. Oczywiście bez kominka by się nie odbyło. Przy nim stał bujany fotel, który stał częściowo na dywaniku z śnieżnobiałego futerka. Na fotelu leżała otwarta manga. Na środku pokoju stał mały stolik, a obok 3-osobowa kanapa i 2-osobowe po bokach. Największa kanapa skierowana była w stronę wielkiej plazmy. Podłoga wykonana z jasnego drewna, ściany w kolorze cafe latte. Pod telewizorem stała konsola. W rogu salonu była gablotka z cennymi rzeczami, a naprzeciwko niej stara dębowa szafa, trochę wyrwana z kontekstu. Na kolejnych piętrach były pokoje dla gości i pokój Erena, łazienki, siłownia itp.
-I Ty mieszkasz sam?
-Od jakiegoś czasu...
-Co? Z kim mieszkałeś?
...
-Z nikim...- Eren właśnie poczuł, że sam siebie wkopał.
Levi przewrócił jakimś sposobem (przecież nie miał siły) Erena i na nim usiadł. Ich twarze były tak blisko siebie, że Levi poczuł ciężki oddech Erena. 

-Spytam jeszcze raz... Z kim mieszkałeś?- Serce Erena zaczęło bić mocniej.
-Dlaczego to Ciebie tak interesuje?
-Odpowiedz.- Eren próbował się w jakiś sposób uwolnić.
-Zejdź ze mnie!- Eren wyrywał się od Leviego.-WYJDŹ!

Levi posłusznie zszedł z niego i wyszedł z domu Erena, który dalej leżał na ziemi nie wiedząc co ze sobą zrobić.
-Przepraszam... Nie odchodź.

-Dlaczego to mnie tak zabolało?- Levi przystanął przy murku za domem chłopaka.
Usiadł. Czy Eren ma coś przed nim do ukrycia? I dlaczego to JEGO zasmuciło. Przecież przyszedł tu aby opłakiwać zmarłą żonę. Wybrał ją zamiast Erena, a teraz gdy nie żyje zapomniał o niej, bo był z Erenem.

-Co ja robię?- Levi siedział i myślał.
Myślał o Erenie, o tym czy coś do niego czuje, o Petrze, czy naprawdę ją kochał... Każde pytanie zostawało bez odpowiedzi. Siedział tak około 15 minut, aż odpowiedział sobie na jedno pytanie, a mianowicie na: Czy kocham Erena?
Odpowiedział: Tak. Chyba mi na nim zależy. Chyba coś... do niego czuje... Więc nie będę mu więcej przeszkadzał.
Wstał. Miał już zbierać się w kierunku swojego domu, ale usłyszał znajomy mu głos.
-LEEEEEVI!!! GDZIEŚ TY BYŁ! WSZĘDZIE CIĘ SZUKAŁEM!- Oczywiście był to Eren.

-Chyba mu na mnie też...

10 minut później, dom Erena

-Jak jeszcze raz tak wyjdziesz to więcej się do Ciebie nie odezwę.
-PRZECIEŻ TO TY MNIE WYGONIŁEŚ!
-Nie, wcale nie.
-Eh, nie ważne. Daj mi tą butelkę.- Levi wskazał na dość sporą flaszkę alkoholu.
-Ja tego pić nie będę.

-Założymy się? Wypijemy to razem! Ty pół i ja pół! Albo ja 3/4!
-Za dużo pijesz. Najpierw po kieliszku.
-Niech Ci będzie.

Eren wyjął z szafki dwa kieliszki i wypełnił je "alkoholem".
-Levi... Widziałeś kiedyś zielony alkohol?

-Nie ważne jaki ma kolor. Daj!
-Ehhh...- Eren uznał, że i tak go nie przekona, więc podał mu kieliszek i usiadł obok niego na podłodze.
-To do dna!- Levi zaczął pić.

-Do dna...- Eren powtórzył za nim.

-I co było takie złe?

-W sumie nawet dobre... Chociaż zaczął mnie boleć brzuch...
-Mnie też... Chyba zaraz zwymiotuje!- Levi wybiegł z domu Erena zostawiając otwarte drzwi.

Eren siedział i próbował przeboleć ból. Wtedy wszedł Levi.
-Czuję się jakoś dziwnie...- Powiedział Levi.
-Czy Ty się skurczyłeś? Haha! Myślałem, że niższym już być nie można!
-Stul pysk. Ty też jesteś niższy.- Eren wytrzeszczył oczy.
I rzeczywiście tak było. Oboje z każdą sekundą się kurczyli. Wpadli w panikę.
-To wszystko Twoja wina! Czego nie zrozumiałeś w nie pijmy tego?!- Eren zrzucił całą winę na Leviego.
-Trzeba było mnie powstrzymać!
-NIBY JAK?!- Gdy Eren to powiedział oboje byli już rozmiarów paznokcia.
-Matko... Co my teraz zrobimy?


Kontynuacja już niedługo w specjalu na 5,000! c;


Dziękuję za przeczytanie! : ) Mam nadzieję, że się wam podobało i, że ktoś to jeszcze czyta... ;o; Przepraszam za wszystko i do następnego posta!





1 komentarz: